Wojewoda: z klęską poradzimy sobie sami
W poniedziałek o godz. 8 na biurko wojewody śląskiego Zygmunta Łukaszczyka wpłynęły najnowsze raporty służb, które od ponad tygodnia walczą z gigantyczną awarią prądu w północnej części województwa. Dwie godziny później w Katowicach rozpoczęła się narada, na którą wojewoda zaprosił wójtów i burmistrzów z tego regionu. Ci chcieli, by złożył do premiera wniosek o ogłoszenie stanu klęski żywiołowej. Wojewoda jednak uznał, że nie jest to potrzebne.
Co dałoby wprowadzenie takiego stanu? Na przykład pozwoliłoby wykorzystać wojsko do usuwania szkód, wycinać drzewa bez kłopotliwego ustalania do kogo należą, uprościłoby procedury.
- Dla mnie taka decyzja wojewody to kolejna tragedia - komentował wójt Niegowej Krzysztof Motyl. - Ogłoszenie stanu oznaczałoby np. dodatkowe pieniądze z rządowej kasy na usuwanie skutków klęski. A obecnie za wszystko muszę płacić z pieniędzy gminy. Za paliwo do agregatów, za wypożyczenie sprzętu... Teraz nawet nie liczę kosztów, ale jak wreszcie to zrobię, chyba się nie pozbieram.
Wojewoda Łukaszczyk tłumaczy: - Nie złożę wniosku do premiera, ponieważ sprawy, o które apelują samorządowcy, uda nam się załatwić we własnym zakresie. To dotyczy np. ograniczenia wejść do lasu dla osób postronnych. Służby leśne już to kontrolują. Przyspieszyliśmy wycinkę drzew. W lasach pracują pilarze, którzy usuwają zbędne drzewa i gałęzie. Uruchomiliśmy policję, straż pożarną.
Łukaszczyk obiecuje także dodatkowe pieniądze na usuwanie skutków ataków zimy. - Mam przyrzeczenie rządu. Na razie za wszystko muszą płacić gminy, ale wiedzą, że mają nam przedstawić rachunki - mówi.
Ale starosta myszkowski Łukasz Stachera wniosku do wojewody nie wycofał: - Mimo że nie jest tak źle - mówi. - Rzeczywiście wojewoda zrobił wszystko o co wnioskowaliśmy, ale pogoda jest pogodą i zawsze jeszcze może coś się stać nieprzewidzianego. Po południu miałem jeszcze spotkanie z wójtami i burmistrzami. Wszyscy rozumieją sytuację.
Starosta twierdzi, że najbardziej całą pracę dezorganizują wciąż inne, płynące z Enionu informacje: - Mówią, że w tej miejscowości prąd będzie do 24 godzin. Termin nie jest dotrzymany, bo np. pogoda znów zawiodła, a ludzie mają pretensje do władz.
Wojewoda ma nadzieję, że prąd w gniazdkach wszystkich odbiorców popłynie do końca tygodnia. Obiecuje też, że każdego dnia - do zakończenia akcji - będzie objeżdżał teren. - Nasze województwo nie występowało o ogłoszenie stanu klęski żywiołowej ani w czasie powodzi, ani po trąbach powietrznych. Poradziliśmy sobie z tamtymi żywiołami i teraz też damy radę. W tej chwili należy przede wszystkim działać, a nie zajmować się papierkową robotą, a taką trzeba by wykonać przed ogłoszeniem stanu klęski żywiołowej.
- Nie mamy zastrzeżeń do pracy wojewody śląskiego - mówi rzeczniczka MSWiA Małgorzata Woźniak. - Wszystko uzależnione jest od pogody. To ona najbardziej tutaj zawiniła i zrobiła najwięcej szkody. Wojewoda wraz ze swoimi służbami stara się to ze wszystkich sił opanować.
Tymczasem w poniedziałek około godz.14 prądu w północnej części województwa nie miało 5700 odbiorców, czyli około 20 tys. ludzi. Rano było ich dwa razy więcej.
Większość z nich bez prądu funkcjonuje od ubiegłego weekendu, kiedy oblodzone, łamiące się drzewa uszkodziły sieć w całym regionie. Energetycy nie mogą opanować awarii. Gdy naprawią jedną zerwaną linię, uszkodzenia pojawiają się na innych odcinkach. W efekcie nadal bez zasilania są nawet całe wsie w gminach Mstów, Janów, Olsztyn, Konopiska, Niegowa, Żarki, Poraj, Koziegłowy.
Sprawę zna także Urząd Regulacji Energetyki. Jednym z jego zadań jest kontrola dostawców energii. Rzeczniczka Urzędu Agnieszka Głośniewska powiedziała nam, że na razie nie mają zastrzeżeń do pracy zakładu energetycznego, wiec nie chcą mu przeszkadzać. Zaznacza jednak, że po zakończeniu całej akcji sprawa będzie dokładnie badana i jeśli były nieprawidłowości, wnioski zostaną wyciągnięte.
Informacja ze strony: http://czestochowa.gazeta.pl/czestochowa/1,35271,7465859,Wojewoda__z_kleska_poradzimy_sobie_sami.html
19
STY
2010
1148
razy
czytano